Giełdy komputerowe lat 90. — Wrocław, Opole i dyskoteka sterowana Commodore 64
*** Niedziela, 9:00, budynek NOT przy Katowickiej ***
Giełda komputerowa w Opolu działała w budynku NOT przy ulicy Katowickiej — w każdą niedzielę, od dziewiątej rano. W internecie nie było o niej ani jednej wzmianki. Ten tekst był, o ile wiemy, pierwszym jej zapisem w sieci — a już po publikacji znalazły się ślady w papierze. O nich niżej.
Zanim pojawił się internet, giełdy komputerowe były całym rynkiem oprogramowania w jednym budynku. Nie było sklepu z grami, nie było premier o północy, nie było recenzji na YouTubie. Był stolik, ręcznie malowany baner i człowiek, który o Twoim komputerze wiedział więcej niż instrukcja.
Baner mówił wszystko
Na archiwalnym zdjęciu z naszego zbioru widać ofertę wypisaną ręcznie, farbą, na płótnie: „GRY NA KASETY I DYSKI · PROGRAMY UŻYTKOWE · TESTOWANIE SPRZĘTU · NAPRAWY", niżej „BIURO USŁUG KOMPUTEROWYCH AMIGO — STOISKO FIRMOWE", a przez całą szerokość, największymi literami: COMMODORE '64. I dopisek, który dziś brzmi jak żart, a wtedy był realnym argumentem: „UDZIELAMY GWARANCJI".
Zwróćcie uwagę na kolejność. Nie „gry", tylko gry na kasety i dyski. Nośnik był pierwszą informacją, bo decydował o tym, czy w ogóle odpalisz.
Wrocław, niedziela, stołówka Politechniki
Wrocławska giełda działała najpierw w „pałacyku", potem w stołówce Politechniki Wrocławskiej — zawsze w niedzielę. Jeździło się tam od końca lat osiemdziesiątych: najpierw po kasety do ZX Spectrum, później po dyskietki do Amigi.
Z Opola to była wyprawa na cały dzień, a nie zakupy. Stoisko z naszego zdjęcia prowadził Pan Mirek — zaraz przy schodach na pierwszym piętrze po prawej, między filarami. Kto tam bywał, nie potrzebuje mapy. Wystarczy „przy schodach, po prawej".
Budynku stołówki już nie ma. Jeden z naszych czytelników podsumował to krótko: „ile w tym budynku się dyskietek na Amigę nagrało… i ile zjadło kiełbasek na pięterku, zapijając colą".

Jak kupowało się grę
Przychodziłeś z własnymi dyskietkami albo kasetą i płaciłeś wyłącznie za nagranie. Tytuły wybierało się z listy wypisanej mazakiem na arkuszu brystolu, powieszonej nad głową sprzedającego. Lepiej zorganizowani mieli katalogi: kartki wyrwane z brytyjskiej „Amiga Action", zafoliowane i spięte w segregatorze — żeby klient zobaczył, jak gra wygląda, zanim ją weźmie.
Nagrywanie trwało. Kilkanaście, czasem kilkadziesiąt minut. Pod ławkami plątał się gąszcz przedłużaczy — jak ktoś się potknął, pół sali traciło prąd i kopiowanie szło od nowa. Wracało się do domu z dyskietkami od Team 17 — Alien Breed, Superfrog — i z poczuciem, że przywiozło się coś, czego kolega jeszcze nie ma.
Giełda komputerowa w Opolu — NOT przy Katowickiej
Sprawdziliśmy listy polskich giełd, fora i archiwa: Warszawa, Kraków, Katowice, Gdańsk, Gdynia, Poznań, Łódź, Lublin, Częstochowa. Opole nie pada tam ani razu. A giełda była.
Działała w budynku NOT — Naczelnej Organizacji Technicznej — przy ulicy Katowickiej. Mniejsza niż wrocławska, ale prężna. Zawsze w niedzielę, od dziewiątej rano do mniej więcej czternastej. Budynek stoi do dziś.
Podwójne stoisko tuż przy wejściu, po prawej stronie, przy scenie — dwa stoliki, czasem trzy — prowadził Arek Bronowicki, dziś prezes SMOK-a, wtedy uczeń. Nazywaliśmy się BROCMATT.
Przy scenie — bo w pozostałe dni ta sama sala zamieniała się wieczorami w dyskotekę Modern Studio. I tu jest najlepszy szczegół całej tej historii: DJ, kolega Piotr, sterował światłami dyskoteki za pomocą Commodore 64 i programu napisanego w BASIC-u.
Ten sam komputer, który w niedzielę rano leżał na stoliku obok pudełka dyskietek, wieczorem w tygodniu robił za sterownik oświetlenia sceny.
Nie mamy z opolskiej giełdy ani jednego zdjęcia. Szukaliśmy — nikt ze znajomych nie ma. Jeśli ktoś z Was ma fotkę z Katowickiej, choćby nieostrą, choćby z tłumu — odezwijcie się. To może być jedyny ocalały ślad.
Ciąg dalszy: giełda znalazła się w gazetach
Ten tekst miał być pierwszym zapisem opolskiej giełdy. Okazało się, że jest drugim — pierwszy zrobiła prasa, tylko nikt go od trzydziestu lat nie czytał. Marcin, nasz smoczy przyjaciel (sirminfo), zszedł do biblioteki i przejrzał mikrofilmy z archiwami opolskich gazet z przełomu lat 80. i 90. Znalazł trzy ślady.

„Z komputerem na giełdę" — notatka z „Trybuny Opolskiej" potwierdza wszystko, co pamiętaliśmy: „w Domu Technika przy ul. Katowickiej 50 w Opolu organizowane są co niedzielę giełdy sprzętu elektronicznego", a inicjatorem była opolska NOT, która zapewniała „fachowe doradztwo w ocenie i wycenie komputerów, sprzętu RTV, części i podzespołów elektronicznych". Są i konkrety, których pamięć nie trzyma: sprzedający sprzęt płacił za wstęp na salę 500 złotych (sprzed denominacji), posiadacz plakatów, czasopism i płyt — 250, a zwykły zwiedzający — 50. U organizatorów można było kupić druki umów kupna-sprzedaży — jak z dumą zauważa autor, dzięki temu transakcje „różnią się na korzyść od tych zawieranych na ślepo na pchlim targu". Jedna rozbieżność: my pamiętamy giełdę od dziewiątej, gazeta pisze o dziesiątej. Może obie wersje są prawdziwe — kto przyszedł o dziewiątej, i tak już stał pod drzwiami.

„Komputery w NOT" — krótka notatka o weekendowej wystawie sprzętu komputerowego w siedzibie NOT, ze sprzedażą oprogramowania, instrukcji i fachowej prasy. Doradzała firma „Animatro" — od doboru sprzętu po budowę sieci. I najważniejsze: jest zdjęcie z wnętrza budynku przy Katowickiej (fot. T. Kwaśniewski) — monitory na stołach, ludzie pochyleni nad klawiaturami. Pisaliśmy, że nie mamy ani jednej fotografii z tego miejsca. Teraz mamy przynajmniej jedną z gazety.

„Giełda AIESEC" — a to już niespodzianka: w Opolu działała druga giełda, o której nie pamiętaliśmy. Cosobotnia, w godzinach 15–18, w klubach studenckich „Skrzat" i „Oleńka", organizowana przez Komitet Lokalny AIESEC przy ówczesnej WSP. Reporter zanotował scenę, która mówi o tamtych czasach wszystko: „właściciel japońskiego telewizora nie zdążył nawet wnieść go na salę — czatujący pod drzwiami mężczyźni kupili go od ręki i bez targów". Magnetowidy, komputery osobiste, tuner do anteny satelitarnej, komplety czasopism o komputeryzacji — wszystko schodziło.
Marcinie — dziękujemy. Tak się robi archeologię cyfrową: nie w wyszukiwarce, tylko w czytelni, nad mikrofilmem.
Dowód, że BROCMATT istniał — w scrollerze z 1991 roku
Wspomnienie to jedno, a ślad to co innego. W 1991 roku opolska grupa Cruel Soldiers wypuściła na Commodore 64 demo Kongo. W przewijanym tekście autor przedstawia się bez ogródek: „this is a new group from opole (with three week career)". A na końcu wysyła pozdrowienia:
„special great greetings to: ptysiu and killer, arek and tomek from brocmatt, all my friends, and every people from poland"
To zapis z epoki, zrobiony przez kogoś z zewnątrz, do dziś leżący w Commodore 64 Scene Database. Trzydzieści pięć lat później jest to jedyny znany nam dokument, w którym nazwa BROCMATT w ogóle pada — zapisany ręką opolskiej grupy, dla dwóch osób z tego samego miasta.
Historia ma ciąg dalszy. Cruel Soldiers rozwiązali się jeszcze w 1991 — razem z grupami Deuter i Slaves of Keyboard weszli w skład Asphyxii. A dwadzieścia osiem lat później wrócili z demem Kongo 2, które zajęło drugie miejsce w konkursie C64 na Moonshine Dragons 2019 — imprezie demoscenowej w Opolu, przy ulicy Sosnkowskiego.
Wśród organizatorów tamtej edycji figurują Carrion — jeden z dwóch założycieli Cruel Soldiers — i BroneCk.
Ten sam Arek, którego pozdrawiali w 1991 roku.
Uruchom to demo teraz, w przeglądarce
Nie musicie wierzyć na słowo. Poniżej działa prawdziwe Kongo z 1991 roku — ten sam plik, który leży na CSDb, uruchomiony na emulatorze Commodore 64 wprost w Waszej przeglądarce. Kliknijcie w czarny ekran, żeby wystartowało — przeglądarki nie pozwalają odpalić dźwięku bez kliknięcia.
Działa też na telefonie — demo odtwarza się samo, nie potrzebuje klawiatury. Jeśli wolicie duży obraz: otwórz na pełnym ekranie.
A jeśli chcecie usłyszeć, jak ta sama grupa brzmi dwadzieścia osiem lat później — tu jest Kongo 2 z 2019 roku, to z Moonshine Dragons.
Emulator: chips-test (licencja MIT) i chips (licencja zlib), © Andre Weissflog. Demo: Cruel Soldiers, 1991, za CSDb.
To giełda decydowała, jaki miałeś komputer
Pod naszym niedawnym postem o Amidze i Atari ST wróciło u kilkunastu osób niezależnie to samo zdanie: „u nas na osiedlu nikt nie miał ST". Jeden z komentujących ujął mechanizm najprecyzyjniej — rozważał Atari, bo podobało mu się wizualnie, ale odpuścił, bo nie miałby się z kim wymieniać oprogramowaniem.
I to jest prawdziwa odpowiedź na pytanie, który komputer był lepszy. Nie decydowała specyfikacja. Decydowało to, co dało się dostać na giełdzie i skopiować od kolegi z klatki. Platforma wygrywała tam, gdzie miała obieg.
Dlaczego to się skończyło
Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 4 lutego 1994 roku, obowiązująca od 23 maja 1994, po raz pierwszy objęła programy komputerowe ochroną „jak utwory literackie". Wcześniej przepisy nie wymieniały oprogramowania wprost, co w praktyce oznaczało, że nikt tego nie ścigał.
Zmiana nie zadziałała z dnia na dzień — kontrole na giełdach pojawiły się na większą skalę dopiero około 1996–1997 roku. Resztę zrobiły internet, tanie serie wydawnicze, portale aukcyjne i galerie handlowe. Giełdy nie zostały zamknięte. Po prostu przestały być potrzebne.
Ten sprzęt wciąż działa
Commodore 64, Amiga, joysticki i telewizor z kineskopem — to wszystko u nas stoi, działa i jeździ na imprezy. Wynajmujemy sprzęt retro na urodziny, imprezy firmowe i integracje w Opolu i okolicach.
A jeśli pamiętacie giełdę przy Katowickiej — albo macie z niej zdjęcie — napiszcie do nas. Chcemy to zapisać, zanim pamięć zniknie razem z budynkami.

